| Rocznica porozumień sierpniowych |
|
|
|
| Wpisany przez Administrator | |||
| wtorek, 31 sierpnia 2010 22:04 | |||
|
Sierpień 1980 r. stał się momentem przełomowym w najnowszej historii Polski. Strajki, które wybuchały w całym kraju, miały początkowo podłoże ekonomiczne, ale z czasem treść i zakres postulatów ulegały zmianie. 14 sierpnia robotnicy Stoczni Gdańskiej rozpoczęli strajk, domagając się przede wszystkim przywrócenia do pracy Anny Walentynowicz i Lecha Wałęsy oraz budowy pomnika stoczniowców poległych w grudniu 1970 roku. Żądania płacowe wysuwano w dalszej kolejności. Wśród 21 postulatów, które sformułował po kilku dniach Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, najważniejsze umieszczono na początku. Władze określały je jako "polityczne". W wyniku porozumienia z 31 sierpnia 1980 r. pomiędzy przedstawicielami komisji rządowej, na czele z Mieczysławem Jagielskim, a Prezydium MKS, któremu przewodniczył Lech Wałęsa, nie wszystkie postulaty zostały w pełni zrealizowane. Mimo to o zwycięstwie strajkujących robotników zadecydowało wypełnienie postulatu pierwszego. Domagano się w nim akceptacji niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych. Dzięki temu powstała "Solidarność" - niezależny, samorządny związek zawodowy zrzeszający blisko 10 mln Polaków. Już od pierwszych dni istnienia "Solidarności" stało się oczywiste, że będzie ona daleko wykraczała poza funkcje związkowe. W Polsce zbyt wiele było niesprawiedliwości i ludzkiej krzywdy. Rządy sprawowane przez komunistów starały się zniszczyć wszystko, co było dla Polaków drogie: Kościół i religię katolicką, tradycje narodowe, poczucie honoru i dążenie do wolności. Niezależny wobec władz komunistycznych charakter "Solidarności" powodował, że dla milionów Polaków stała się ona nadzieją na rozwiązanie wszystkich tych nabrzmiałych od dziesięcioleci problemów. A przynajmniej dawała możliwość wyrażenia protestu przeciwko krzywdom, zakłamaniu i niegodziwości komunistycznej władzy. Walka o prawa człowieka Biura Interwencyjne, które już na jesieni 1980 r. powstały przy większości Międzyzakładowych Komitetów Założycielskich, odwiedzane były przez setki tysięcy ludzi przynoszących ze sobą sprawy daleko wykraczające poza problemy związkowe. Ze wspomnień pracowników owych biur wyłania się obraz długich kolejek osób w różnym wieku czekających cierpliwie, aby opowiedzieć o swoich cierpieniach i krzywdach, których doznali od partyjnych aparatczyków. Wiele spraw próbowano rozwiązywać, chociaż nie zawsze się to udawało. "Solidarność" przywróciła elementy chrześcijańskie do życia zbiorowego. Przykładem mogą być modlitwy i Msze św. w przestrzeni publicznej oraz krzyże zawieszane ponownie w szkołach. Już podczas strajków sierpniowych księża na zaproszenie robotników udawali się do protestujących zakładów pracy i odprawiali Msze św., np. w Stoczni Gdańskiej posługiwał ks. Henryk Jankowski, a do strajkujących robotników w Gdyni udawał się ks. Hilary Jastak. Ich śladami poszły setki kapłanów w całym kraju. Pod wpływem "Solidarności" zaczęto wydawać więcej zezwoleń na budowę kościołów, w radiu pojawiły się transmisje Mszy św., a procesje Bożego Ciała wróciły na swoje tradycyjne odwieczne trasy. Kościół starał się odgrywać rolę mediatora w ówczesnych konfliktach pomiędzy władzą a "Solidarnością", chociaż eskalowanie napięć przez komunistów, będące elementem przygotowań do wprowadzenia stanu wojennego, utrudniało to zadanie. Spora część społeczeństwa liczyła na to, że dzięki "Solidarności" zacznie żyć w kraju bardziej normalnym, w którym Polacy odzyskają chociaż niektóre podmiotowe prawa. Związek spełniał wiele z tych oczekiwań. Dzisiaj młodym ludziom nawet trudno sobie uświadomić, jak bardzo zafałszowany obraz naszych dziejów najnowszych władze starały się przekazywać społeczeństwu. To w czasie szesnastu miesięcy legalnej "Solidarności" zaczęto na ogromną skalę odkłamywać historię. Powstały rozliczne wydawnictwa niezależne działające w ramach struktur związkowych lub pod ich skrzydłami. Wydawały one zakazane w Polsce pozycje z zakresu nie tylko dziejów najnowszych, ale także ekonomii, politologii, historii kultury, filozofii oraz literatury pięknej. Poziom edytorski niektórych pozycji był naprawdę wysoki. Organizowano też wszechnice i wykłady, na których prezentowano treści dotąd zatrzymywane przez cenzurę. Prasa związkowa łamała monopol informacyjny państwa i była czytana przez większość Polaków. Pod wpływem "Solidarności" zelżała cenzura. Także w prasie oficjalnej zaczęły pojawiać się interesujące artykuły o tematyce społecznej i historycznej. Elementem przywracania pamięci było obchodzenie przez "Solidarność" świąt narodowych: 3 Maja i 11 Listopada, oraz rocznic historycznych. Pracowano też nad planami rozmaitych reform, m.in. reformy gospodarczej, a nawet ograniczonej reformy samorządowej. Trzy funkcje legalnej "Solidarności" W okresie szesnastu miesięcy legalnej działalności Związek zaczął spełniać funkcje, których państwo komunistyczne spełniać nie chciało i nie mogło. Rolę "Solidarności" rozpatrywać należy w trzech aspektach. Była ona związkiem zawodowym o bardzo dużych możliwościach działania. Wynikały one z jego liczebności (blisko 10 mln członków), ogromnego kapitału zaufania społecznego, struktury terytorialnej i przyjętej zasady solidarności (bywało np., że kierowcy autobusów strajkowali w obronie interesów pielęgniarek, które strajkować nie mogły, a w sprawie skrzywdzonych robotników z jednego zakładu pracy strajkował cały region). "Solidarność" była także ruchem społecznym dążącym do zwiększenia podmiotowości obywateli tłamszonych przez komunistyczną dyktaturę. Jej działacze, inspirowani katolicką nauką społeczną i nauczaniem Jana Pawła II, z pełną świadomością zajmowali się problemami daleko wykraczającymi poza zagadnienia typowe dla związku zawodowego. Marzyła im się co najmniej "Samorządna Rzeczpospolita", w której społeczności lokalne i grupy zawodowe miałyby wpływ na swoje losy. "Solidarność" była też protezą niepodległego państwa polskiego w dziedzinach, których państwo komunistyczne nie realizowało lub działało wbrew interesowi narodowemu. Dotyczy to zwłaszcza odkłamywania przez "Solidarność" historii, celebrowania świąt narodowych, prowadzenia działalności informacyjnej, prac nad reformami itp. Stan wojenny Wprowadzenie stanu wojennego nie zmieniło owych trzech ról odgrywanych przez "Solidarność" w życiu Polaków. Społeczeństwo szybko zaczęło tworzyć struktury podziemne Związku, które sprawnie funkcjonowały przez następne lata. W strukturach tych pracowały dziesiątki tysięcy osób - przywódcy związkowi na szczeblu centralnym oraz na szczeblach regionalnych i zakładowych, wydawcy i drukarze gazetek i książek podziemnych, dziennikarze prasy drugiego obiegu, kolporterzy różnych szczebli, osoby udostępniające mieszkania i lokale na cele konspiracyjne, podziemni bibliotekarze i organizatorzy spotkań samokształceniowych, skarbnicy zbierający składki związkowe w zakładach pracy, osoby prowadzące (najczęściej we współpracy z Kościołem) prace charytatywne, organizatorzy Radia "Solidarność", grupy rozrzucające ulotki i rozklejające plakaty na ulicach i inne osoby wspierające podziemie na rozmaite sposoby. Wbrew rachubom władz okazało się, że ludzie, którzy zakosztowali względnej swobody w okresie 16 miesięcy legalnego działania Związku, nie godzą się na dalsze życie w kłamstwie i głębokim zniewoleniu. Motywem do działania większości tych osób był po prostu patriotyzm. Tego wielkiego słowa nikt w swoich relacjach i wspomnieniach nie używał. Ze wszystkich jednakże przeprowadzonych z ówczesnymi działaczami rozmów wynika, że główną przyczyną zaangażowania się ich w pracę podziemną lub działania niezależne była chęć walki o wolną Polskę (choć formułowano też cel cząstkowy - odrodzenie legalnej "Solidarności"). Wiele osób, opowiadając o swojej działalności, podkreślało wolnościowe tradycje rodzinne. Były one niewątpliwie ważną inspiracją. Wiązało się z nimi odpowiednie wychowanie - w duchu gotowości do poświęcania się dla Ojczyzny, patriotyzmu, często o wręcz XIX-wiecznym, romantycznym zabarwieniu. Terror początku lat 80. ubiegłego stulecia sprzyjał nawiązywaniu do tragicznych kart z historii Polski - okresu XIX-wiecznej niewoli i II wojny światowej. Swoisty etos męczeństwa narodowego (którego przejawem była śpiewana w kościołach pieśń "Ojczyzno ma") nie paraliżował jednakże aktywności podziemnej i działalności niezależnej. Działacze "Solidarności" łączyli często dumę z faktu, że walczą o wolną Polskę, z pragmatyzmem działania. Prowadzenie podziemnej biblioteki czy nawet redagowanie zakładowego pisemka "Solidarności" nie łączyło się z romantycznymi uniesieniami. Działania te miały raczej charakter organicznej, mrówczej pracy. Owo sprzężenie romantycznych motywów z organicznikowskimi metodami dawało znakomite efekty w postaci sprawnego funkcjonowania podziemnego i niezależnego życia w Polsce. Lata 80. oznaczały powstanie w Polsce struktur podziemnego społeczeństwa alternatywnego, próbującego nadal, z niezłym skutkiem, spełniać role, których komunistyczne państwo spełniać nie chciało bądź już spełniać nie było w stanie. Szczególne sukcesy odniesiono w dziedzinie informacyjnej (tysiące gazetek, ulotki, Radio "Solidarność") oraz edukacyjnej (odkłamywanie historii, publikowanie zakazanych dzieł z dziedziny literatury pięknej, historii, ekonomii i innych). Podkreślić trzeba, że ogromnego wsparcia tym działaniom, chociaż w sposób mniej lub bardziej zawoalowany, udzielał Kościół katolicki. Dodać należy, że w warunkach podziemnych najtrudniej było "Solidarności" spełniać rolę związku zawodowego. Jednakże w wielu zakładach pracy podziemni związkowcy zbierali składki i wypłacali zasiłki statutowe i losowe. Wydawano też podziemne gazetki zakładowe, które poprzez ujawnianie nadużyć dyrekcji i struktur PZPR broniły praw pracowniczych. Organizowano też strajki, manifestacje i inne akcje protestacyjne. W niektórych zakładach pracy "Solidarność" opanowywała samorządy pracownicze. Bezradna bezpieka Pomimo brutalnych represji państwo komunistyczne nie było w stanie zlikwidować podziemia. Służba Bezpieczeństwa nie potrafiła bowiem rozpracować tak licznych struktur konspiracyjnych, w dodatku zaopatrzonych w sprzęt i materiały uratowane po 13 grudnia 1981 roku. Niewielka liczebność opozycji demokratycznej w latach 70. w zestawieniu z rozrośniętym aparatem bezpieki powodowała, że funkcjonariusze mieli możliwość działań niezmiernie intensywnych i drobiazgowych. W okresie solidarnościowego "karnawału", stanu wojennego i w latach następnych liczba opozycjonistów wzrosła tak bardzo, że działania SB, pomimo rozrostu etatowego, straciły na intensywności. Sprawy operacyjne prowadzono z konieczności pospiesznie i pobieżnie, skupiając się często na działaniach doraźnych, np. torpedowanie planów zorganizowania demonstracji ulicznych poprzez zatrzymania na 48 godzin. Wyjątki czyniono dla osób uznanych za najbardziej niebezpieczne - tak było np. w przypadku ks. Jerzego Popiełuszki, którego poddawano bardzo starannej inwigilacji i wobec którego prowadzono szeroko zakrojone działania operacyjne. Dlatego też mimo represji - rewizji, zatrzymań, aresztowań, podziemie działało nieustannie, rozszerzając nawet swoje wpływy. Sprzyjała temu także sytuacja społeczna i gospodarcza w kraju nabierająca cech przewlekłego kryzysu, pogłębiająca niezadowolenie społeczeństwa. Rządy silnej ręki, wprowadzone w 1981 r. i kontynuowane (z czasem w nieco złagodzonej formie) w latach następnych, potęgowały niechęć do rządzących i do systemu, umacniały zaś poparcie dla liderów podziemnego Związku. Paradoksalnie więc wprowadzenie stanu wojennego i kontynuowanie represji w latach 80. wzmocniły autorytet "Solidarności" do tego stopnia, że w oczach milionów Polaków stała się ona jedyną siłą mogącą zmienić znienawidzony system polityczny. Ku niepodległości "Solidarność" była najbardziej istotnym czynnikiem, który doprowadził do odzyskania niepodległości przez Polskę. W okresie "solidarnościowego karnawału" (1980-1981) o niepodległości mówiono w Związku niewiele, wychodząc z założenia, że jest to cel na razie odległy. Z drugiej strony każdy członek "Solidarności" nosił go w sercu i wiedział, że tak naprawdę jest on najważniejszy. Z czasem, już po wprowadzeniu stanu wojennego, zaczęto otwarcie pisać w prasie podziemnej o dwóch podstawowych celach działania. Pierwszy to niepodległość. Nadal sądzono, że jest ona wyzwaniem także dla kolejnych pokoleń, należy o nią walczyć, ale także koncentrować się na zadaniu bliższym - ponownej legalizacji "Solidarności", a potem na budowie "Samorządnej Rzeczypospolitej", zgodnie z programem I Zjazdu NSZZ "Solidarność" z 1981 roku. Cel pierwszy, który w bliskiej perspektywie wydawał się mało realny, w latach 1989-1990 został zrealizowany. Przyczyniły się do tego: opór społeczny i funkcjonowanie alternatywnego społeczeństwa podziemnego, rozkład gospodarczy Związku Sowieckiego (m.in. w wyniku przemyślanej polityki Ronalda Reagana), gorbaczowowska pierestrojka, gwałtowny rozwój nowoczesnych technologii na świecie, pogłębiająca się zapaść gospodarcza w Polsce. "Solidarność" dzięki działalności podziemnej potrafiła przetrwać do okresu lepszej koniunktury i zachować ogromne poparcie społeczne. W połączeniu z poparciem ze strony Papieża Jana Pawła II był to ogromny kapitał, który pozwolił podjąć z władzą trudną i skomplikowaną grę zakończoną sukcesem i przejęciem władzy. Trzeba też podkreślić, że przykład "Solidarności" miał ogromny wpływ na obalenie komunizmu także w krajach ościennych w 1989 roku. Ponownie zalegalizowana w 1989 r. "Solidarność" poniosła ogromne koszty swojej heroicznej postawy z lat 80. Dużo mniej liczebna niż w 1981 r. przez 20 lat jest coraz bardziej spychana na pozycję zwykłego związku zawodowego, ale nadal nie jest to zwykły związek zawodowy. Z pewnością będzie on miał znaczący wpływ na polską rzeczywistość najbliższych lat. Prof. Wojciech Polak - "Nasz dziennik" (31.08.2010) Poniżej prezentuję krótki film przedstawiający genezę i przebieg sierpniowych rozmów:
|











